Sponsorujemy
RMF Caroline Team - Dakar 2012
2012-01-04
Rajd Dakar 2012 zakończony – wielki sukces Adama Małysza
Załogi Adam Małysz z Rafałem Martonem z RMF Caroline Team oraz Robert Szustkowski, Robert Szustkowski Junior i Jarek Kazberuk z R-Six Team przejechały ostatnie kilometry rajdu Dakar i wczesnym popołudniem polskiego czasu przejechały linię mety w peruwiańskiej Limie. Adam Małysz zakończył swój pierwszy start w Dakarze na 38 pozycji, kończąc rywalizację po względnie niewielu przygodach na trasie. Robert Szustkowski doprowadził żółtego Unimoga na 29 miejscu w klasyfikacji generalnej.
– To był naprawdę wymagający i ciężki rajd. Koledzy opowiadając mi o zmaganiach z poprzednimi rajdami nie przesadzili nawet odrobinę, przestrzegając mnie przez trudami Dakaru. Całe szczęście miałem w ciągu poprzedniego roku bardzo dobrego nauczyciela i pilota, który teraz siedział obok mnie. Dzięki wsparciu zespołu dałem radę i mogę się teraz cieszyć z ukończenia rajdu. – powiedział Adam Małysz po przejechaniu mety ostatniego odcinka specjalnego. – Bardzo ważne było, że w kluczowych momentach Rafał był w stanie mnie uspokoić, czasami trochę ograniczyć moje zapędy sportowe i co najważniejsze pokierować skutecznie w stronę mety. W tej konfiguracji bardzo chętnie pojadę, za rok, na kolejny Dakar – dodał Adam.
Wierzyłem, że uda nam się ukończyć rajd. To pomaga. Widziałem to co się działo w ciągu tego roku, widziałem jakie Adam robi postępy, jakim jest człowiekiem i bardzo wierzyłem w to, że uda nam się dojechać. Gdyby nie ta przykra historia, kiedy straciliśmy sprzęgło, bylibyśmy jeszcze dużo wyżej. Nie ma co rozpamiętywać. Jesteśmy na mecie! – mówił na kilka sekund przed wjazdem na rampę w Limie - pilot załogi numer 372 - Rafał Marton.
To był bardzo ciężki rajd dla całego zespołu i niestety dwa quady oraz jedno auto nie dokończyły rywalizacji. Przed jednym z pierwszych odcinków Maciek Albinowski nie zdołał wyjechać na kolejny odcinek po trudnym dniu. Nawaliła elektryka. Później, po bardzo dobrej serii odcinków specjalnych, kiedy Łukasz rywalizował z najlepszymi quadowcami w jego maszynie urwało się koło. Wypadek wyglądał efektownie, ale na szczęście skończyło się tylko zadrapaniami. Tyle, że quad nie nadawał się do dalszej rywalizacji. – Na koniec, w trzynastym dniu rajdu, musiałem wspólnie z Michałem zrezygnować z rywalizacji. Skończył nam się czas na start. Wszyscy byliśmy tak bardzo zmęczeni, że mogliśmy zacząć popełniać błędy. Uznaliśmy, że nie warto ryzykować – dodał Albert Gryszczuk.
– Również dla nas start w Dakarze był sporym sukcesem. Wszyscy zeznawali, że to najtrudniejsza edycja, ale udało nam się dojechać bez większych przygód do mety ostatniego odcinka. Mogliśmy rywalizować z najlepszymi. Jesteśmy w pierwszej trzydziestce. – powiedział Robert Szustkowski. – To nasz pierwszy start ciężarówką i całkowicie nowe doznania. Pomimo to okazało się, że jedzie się całkiem nieźle i w odróżnieniu od samochodów osobowych, w Unimogu najbardziej poobijani są zawodnicy. – dodał kierowca Unimoga R-SixTeam.
Rajd Dakar to jedno z najbardziej morderczych wyzwań w jeździe terenowej. O skali trudności może świadczyć porównanie ilość załóg, które stawiły się na linii startu na początku i pod koniec rajdu. Ostatniego dnia, na liście startowej znalazło się 98 motocykli ze 188 z pierwszego dnia. Podobnie zmniejszyła się ilość rywalizujących zawodników w quadami. Zostało ich 12 z 33. Równie dużo samochodów nie dotrwało do ostatniego odcinka. Zaledwie 79 ze 174 samochodów ruszyło ostatniego dnia w kierunku Limy. Najmniej odpadło ciężarówek, spośród których zaledwie 17 na 77 zarejestrowanych pojazdów nie wyruszyło do ostatniego etapu.
Zawodnicy przejechali łącznie blisko 9 tysięcy kilometrów po drogach i bezdrożach Argentyny, Chile i Peru. Bezpośrednia walka z bezdrożami Ameryki Południowej rozegrała się na trzynastu odcinkach specjalnych o łącznej długości blisko 4 tysięcy kilometrów (planowano ponad 4200km, ale odwołano OS6 z Fiambali do Copiapo). Na tegorocznych etapach rajdu Dakar dominowały pył Fesh-fesh i piasek wydm, choć zdarzały się też utwardzone, szybkie fragmenty. Jednak to fesh-fesh był największym wrogiem wszystkich załóg, ograniczając widoczność na trasie, ukrywając rozpadliny i kamienie czy niszcząc części aut, quadów i motocykli.
34. Dakar Rally
samochody:
38. Adam Małysz/Rafał Marton (PL) Mitsubishi Pajero 3.2 DID +29:02.54
ciężarówki:
29. Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarosław Kazberuk (PL) Unimog U400 +33:52.26
RMF Caroline Team po trzynastym etapie Dakar Rally 2012
– To był bardzo poważny etap, bardzo dużo wydm w zasadzie żadnych szutrowych dróg – opowiada o charakterystyce trasy Adam Małysz. – Ja się niezmiernie cieszę, że przejechałem ten etap bez zatrzymywania się. Zatrzymywaliśmy się jedynie po to, by napompować lub spuścić powietrze z kół. Poza tym etap przejechaliśmy bardzo płynnie i myślę, że można być z siebie nawet bardzo dumnym. Wiele samochodów dzisiaj stanęło, wiele się zakopało, rolowało, nie wyglądało to ciekawie.
W sobotę zawodnicy mieli do pokonania przedostatni etap w Rajdzie Dakar 2012. Na zawodników czekało 100 km odcinka dojazdowego i 276 km odcinka specjalnego. – Majestatyczne wydmy, w tej części kraju, utrzymają wszystkich do samego końca w napięciu i niepewności odnośnie tego, kto wejdzie na podium. Zawodnicy muszą pokonać przeraźliwą liczbę wydm, uważać na zdradliwe zjazdy, które wydają się być podobne, ale na prawdę każdy z nich jest inny, i tak samo muszą walczyć z nieludzkim zmęczeniem po przejechaniu tysięcy kilometrów. Każdy przypomni sobie, że najważniejszą cechą rajdowca jest ekstremalna wytrzymałość – mówili przed startem etapu organizatorzy Dakar Rally 2012.
– Muszę przyznać po raz kolejny, że mam takiego pilota, który potrafi tak prowadzić, że nie było to tak trudne. Przed sobotnim etapem bardzo się bałem. Musimy jechać, żeby bardzo oszczędzać auto a w szczególności sprzęgło. Jakby sie ono zaczęło ślizgać to już jest po ... Pojechaliśmy bardzo spokojnie swoim tempem i bardzo uważaliśmy na to sprzęgło. Plan zrealizowaliśmy, jechaliśmy tak jak zakładaliśmy na ten etap – tłumaczył na mecie w Pisco kierowca załogi 372.
Adam Małysz i Rafał Marton zanotowali na odcinku specjalnym rewelacyjny wynik. Mitsubishi Pajero RMF Caroline Team zostało sklasyfikowane na 28. miejscu.
Załogi w niedzielę czeka 254 km dojazdówka i zaledwie 29 km OSu. – Nie ma jeszcze rozluźnienia psychicznego. Na pewno nie. Jest jeszcze niedziela. Mimo, że to jest krótki etap - to jest on bardzo ważny. Są na nim wydmy i jest ciasno w niektórych miejscach. Trzeba być skoncentrowanym do końca i walczyć do końca.
Patrząc z perspektywy na ten ostatni etap przeleci błyskawicznie. Jednak to jest bardzo ważny punkt, bo wiele osób tutaj twierdzi, że tam może się jeszcze wiele rozegrać. Nadal trzeba być skoncentrowanym – komentował Adam Małysz.
Dziś na zawodników czeka Lima - upragniona meta Dakar Rally 2012.
Wyniki na 13 etapie:
Adam Małysz/Rafał Marton - 38 miejsce - 5:12.02 (+2.02.15)
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - zakończyli rywalizację po 11 etapie
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 36 miejsce - 7:38.18 (+1:45.32) - ciężarówki
Klasyfikacja generalna po 13 etapach:
Adam Małysz/Rafał Marton - 38 miejsce
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - zakończyli rywalizację po 11 etapie
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 29 miejsce (ciężarówki)
RMF Caroline Team i R-SixTeam - Dakar Rally 2012 - do mety pozostały dwa etapy
– To jest Dakar! – mówił na mecie jedenastego etapu, długiego dla załogi numer 372 - Adam Małysz. Pierwszy raz jechałem po nocy, po wydmach i ciężkim terenie, ale widocznie się sprawdziłem, bo dojechaliśmy. Najgorsze to jest oczekiwanie, kiedy wiesz że nie z twojej winy musisz czekać parę godzin na pomoc z T4. Potem wymiana sprzęgła kolejne 2-4 godziny to taka męcząca bezczynność. Prawdopodobnie zawinił fesz-fesz. Pył wszedł do sprzęgła i zaczęło się ślizgać - kontynuował opowiadanie kierowca RMF Caroline Team debiutujący w legendarnym maratonie.
To nie był ten jeden z miłych dni na Rajdzie. Dakar pokazał kolejny raz pazur i tym razem dotknął nim Mitsubishi Pajero z Adamem i Rafałem na pokładzie. – Dziś był ogólnie pechowy dzień. Na 30 kilometrze uderzyliśmy w skałę, tak że zostały strzępy. Jechaliśmy za innym autem pod górę w fesz-feszu, a jak wiadomo przy wspinaniu w pyle trzeba cisnąć ile się da. Jak się zatrzymasz to już zostaniesz. Na górze było sporo dużych skał, ale jak zaczęliśmy hamować to już było zbyt późno. Przyjęliśmy jedną z tych skał na koło i tyle – mówi o perypetiach na odcinku Adam. Później w rajdówce zaczęły się problemy ze sprzęgłem. – Czuliśmy jak sprzęgło się ślizga przy zmianie biegów. Postanowiliśmy je oszczędzać i tak jechaliśmy bardzo wolno, żeby dojechać do mety. Później na dojazdówce sprzęgło się wystudziło i samochód szedł dużo lepiej. Ale na drugim odcinku, po 10-15 kilometrach, były strome podjazdy pod górę, znowu w fesz-feszu i tam już żeśmy zostali – informuje kierowca załogi numer 372.
Z tym elementem po raz kolejny problem miała również załoga po dowództwem Alberta Gryszczuka. Zawodnicy także dotarli na metę 11 odcinka nad ranem, gdzie samochód przekazali w ręce serwisu.
Po bardzo krótkim odpoczynku Adam Małysz i Rafał Marton wyruszyli na ponad 400 km odcinek dojazdowy. Później czekał ich kolejny odcinek specjalny o planowanej długości 259 km. Do rywalizacji na tym etapie nie przystąpiła załoga numer 399. Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk zakończyli rywalizację w Dakar Rally 2012 na 11 etapie. – Wszystkie auta bardzo cierpią w tym roku. Spotkałem się z wypowiedziami wielu zawodników, że to jeden z najtrudniejszych rajdów w historii Dakaru. Adam zrobił olbrzymie postępy i ma najlepszą pozycję do ukończenia rajdu. My pojedziemy trasą serwisową do Limy i będziemy mogli wspierać mechaników na campach – powiedział kierowca Pajero.
Etap dwunasty, choć krótki nie był wcale łatwy. W tej części Peru, z samolotu można podziwiać rysunki z Nasca, serię tajemniczych obrazów przypominających zwierzęta i rośliny. Są one przeszło 2000 letnim dziełem kultury Nasca. – Współcześnie, na jej wzór wytyczyliśmy trasę, która z lotu ptaka przypomina smoka, ale z punktu widzenia uczestników nasz „rysunek” może wyglądać mniej pięknie… Chociaż obszary wydm są równomiernie rozłożone i w miarę jednolite, zawodnicy zapamiętają je na bardzo długo. Odcinek wywarł wielkie wrażenie na zespole rozpoznawczym. Wydmy ciągną się tam jedna za drugą, przez dwadzieścia kilometrów, przenosząc uczestników w inny wymiar rywalizacji. Jeśli piasek pozostanie zwarty, to przejazd nie powinien sprawić zawodnikom większych trudności. Najlepsi w jeździe po wydmach właśnie tu będą mieli dużą szansę na zaskoczenie rywali. Ci, którzy pamiętają mauretańskie odcinki Dakaru zdobędą, dzięki swej wiedzy, cenne minuty – mówili przed startem etapu organizatorzy maratonu.
Mieli rację. To właśnie ostatnia część odcinka specjalnego sprawiła zawodnikom najwięcej problemów. Końcowa sekcja płatała figle czołówce pogrążając auta na kilkanaście czy kilkadziesiąt minut w piaszczystych odmętach.
– Zakopaliśmy się dwa razy. Ten drugi raz to auto nie dało rady wspiąć się pod górę. Odbiliśmy żeby zaatakować jeszcze raz ale ugrzęźliśmy - mówią Adam Małysz. Z tej opresji zawodników RMF Caroline Team wybawiła załoga Unimoga w barwach R-SixTeam. Robert Szustkowski, Robert Szustkowski Junior i Jarek Kazberuk na pokładzie swojego żółtego kolosa wyciągnęli Pajero "na twarde". Później jechaliśmy już razem, szło dobrze w miarę szybkim tempem. Jesteśmy na mecie dwunastego etapu. Jest dobrze. Nawet bardzo dobrze" – powiedziała na biwaku Jarek Kazberuk.
Przed zawodnikami dziś kolejny etap. Trasa poprowadzi z Nasca do Pisco a załogi rywalizować będą na 276 km odcinku specjalny, pełnym majestatycznych wydm.
Wyniki na 12 etapie:
Adam Małysz/Rafał Marton - 38 miejsce - 4:26.44 (+2:12.12)
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - zakończyli rywalizację po 11 etapie
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 27 miejsce - 4:44.32 (+1:45.32) - ciężarówki
Klasyfikacja generalna po 12 etapach:
Adam Małysz/Rafał Marton - 38 miejsce
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - zakończyli rywalizację po 11 etapie
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 30 miejsce (ciężarówki)
RMF Caroline Team i R-SixTeam po dziesiątym etapie Dakar Rally 2012
Po raz pierwszy w historii Dakar wjeżdża do Peru. Zawodnicy będą ścigać się po zupełnie nowych, nigdzie nie opisanych terenach. Nawigacja na czterech ostatnich etapach może być kluczowa dla końcowych wyników rajdu.
– Jeśli chodzi o ściganie się w Peru to niestety, nikt niczego nie wie. Wszyscy powtarzają tylko, że będzie bardzo ciężko. Ale taki jest Dakar. Trzeba to przyjąć na klatę i jechać – mówi Rafał Marton z ekipy RMF Caroline Team.
Przenosiny do nowego kraju oznaczają zmianę czasu obowiązującego na rajdzie. W nocy ze środy na czwartek zegarki uczestników zostały cofnięte o dwie godziny. Dla mechaników to podarowane dwie godziny dodatkowego czasu na naprawy, dla zawodników dwie godziny snu więcej.
– Fajnie, ten czas się przyda – komentuje Adam Małysz. – Ogólnie nie jestem zmęczony. Strasznie cieszę się, że ciągle jedziemy, a samochód jest cały. Natomiast po dotarciu do obozu odczuwam trudy poszczególnych etapów.
Dobija mnie ten fesz fesz. Jest w uszach, w buzi, w nosie. Mimo, że mamy kaski, wbija się wszędzie. To strasznie męczy, szczególnie oczy – opowiada kierowca RMF Caroline Team.
Debiutujący w Dakarze mieszkaniec Wisły w środę zaliczył swój najlepszy wynik w tym rajdzie. Późnym wieczorem był klasyfikowany na etapie na 33. miejscu. W generalce zajmował jeszcze lepszą lokatę, był 32.
– To wynikło chyba z płynnej jazdy równym tempem. Zaraz na początku, w fesz feszu, przez 20 km wlekliśmy się za blokującą nas ciężarówką. Kiedy dogoniła nas, a później wyprzedziła następna, nasze auto ugrzęzło w zrobionych przez nią koleinach. Wydostanie stamtąd zajęło nam sporo czasu. Później staraliśmy się nadrabiać te minuty. Na wydmach nie daliśmy rady wspiąć się na jeden z podjazdów. Musieliśmy zawrócić i znów się zakopaliśmy. Następnie już wszystko poszło nam sprawnie i chyba stąd ten nawet niezły wynik. My jechaliśmy spokojnie i równo, mijając po drodze wiele zakopanych samochodów. Widzieliśmy nawet Krzysztofa Hołowczyca.
Chcieliśmy mu pomóc, ale stwierdził, że i tak go nie damy rady go pociągnąć – relacjonuje Małysz.
Znakomity jak na debiutanta rezultat sprawił, że były skoczek narciarski zebrał sporo gratulacji od bardziej doświadczonych kolegów z innych polskich ekip.
– To niespodzianka, ale przede wszystkim zaskoczyliśmy samych siebie, ponieważ ten etap nie układał się po naszej myśli. Już na początku odcinka wpadliśmy do dziury. Musieliśmy wysiąść, by podnieść auto i dopiero wtedy wyjechać. Straciliśmy też trochę czasu na wydmach. Tam zjechaliśmy z podjazdu, zmniejszyliśmy ciśnienie w oponach i udało się. Potem jechaliśmy już sprawnie, utrzymując niezłe tempo – analizuje Marton.
Niestety, załoga Małysz - Marton będzie od czwartku prawdopodobnie ostatnią rywalizującą w Dakarze w barwach RMF Caroline Team. Ponownie poważne kłopoty z samochodem mieli Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk. W ich pajero przestały działać między innymi turbina oraz hamulce. Zawodnicy walczyli o ukończenie środowego etapu, ale o drugiej w nocy rajdowego czasu nie było ich jeszcze w bazie.
Rewelacyjnie na etapie z Iquique do Arici spisała się załoga R-SixTeam. Podróżująca na pokładzie Unimoga załoga w składzie Robert Szustkowski, Robert Szustkowski Junior i Jarek Kazberuk przebyła 337 km odcinka specjalnego w rewelacyjnym czasie zajmując w klasyfikacji 10. etapu 24. miejsce.
Wyniki na 10 etapie:
Adam Małysz/Rafał Marton - 33 miejsce - 07:02.17
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk -
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 24 miejsce - 07:46.21 (ciężarówki)
Klasyfikacja generalna po 10 etapach:
Adam Małysz/Rafał Marton - 33 miejsce
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk -
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 32 miejsce (ciężarówki)
RMF Caroline Team i R-SixTeam po dziewiątym etapie Dakar Rally 2012
Pilnowany przez Rafała Martona Adam Małysz w swoim pierwszym Dakarze jedzie w dobrym tempie i ostrożnie, a taki styl pozwala uniknąć mu błędów. Dzięki temu były skoczek narciarski powoli pnie się w klasyfikacji generalnej rajdu.
Małysz przyznaje, że na trasie często korci go, by przyspieszyć. Wtedy zawsze odzywa się pilotujący go Marton, który nakazuje przyhamować i pamiętać o głównym celu, czyli oddalonej jeszcze o ponad 2500 kilometrów mecie w Limie. Na wtorkowym etapie Adam dostał jednak pozwolenie na chwilę szaleństwa. Na karkołomnym zjeździe do mety w Iquique mógł rozpędzić swoją rajdówkę do prędkości maksymalnej.
– Ten zjazd okazał się zarąbisty. Jak już w połowie Rafał popuścił mi cugli, mogłem sobie jechać tak, jak chciałem i ile się dało – cieszył się kierowca RMF Caroline Team. – Ogólnie etap uważam za udany. Pierwsza część była bardzo trudna. Znów mnóstwo fesz feszu. Ciężko się w tym jedzie, tym bardziej między ciężarówkami. Z kolei o ostatnich 100 kilometrach wszyscy mówili, że będą to trudne, wysokie wydmy. Mnie jechało się świetnie, bez przygód – mówił.
– Etap generalnie był bardzo długi. Po rekalibracjach pierwszy odcinek specjalny osiągnął długość 400 kilometrów. Drugi miał prawie 100. Fragment między nimi jedzie się w zasadzie tak szybko i z taką koncentracją jak oes. Można więc powiedzieć, że mieliśmy dzisiaj ponad 700 km jazdy na czas. I ta pierwsza część, która miała być łatwa, i o której nikt nie dyskutował, ze względu na dziury i fesz fesz okazała się bardzo trudna. A ostatnia, której się bardzo obawialiśmy, poszła nam gładko. Ale odczuwamy trudy tego dnia – mówił na mecie Marton.
Założenia na tegoroczny Dakar zweryfikowała druga samochodowa załoga RMF Caroline Team. Zamiast za wszelką cenę odrabiać straty poniesione podczas pechowych dla nich etapów, Albert Gryszczuk oraz Michał Krawczyk chcą dojechać do mety kończącej się w niedzielę imprezy.
– To był bardzo trudny etap. Gratulacje dla każdego, kto go ukończy. A podwójne dla tych, co dokończą go w nocy. Nieprzyjemne było pierwsze kilkaset kilometrów. Trasa prowadziła po kamykach, pod którymi znajdował się miękki piasek. Kupę auto się tam gotowało. My też mieliśmy problemy z temperaturą, ale ponieważ najważniejsza jest meta, pozwoliliśmy sobie na kilka przerw na chłodzenie samochodu – opowiadał Gryszczuk.
Ekipa Pajero z numerem 399 nie byłaby jednak sobą, gdyby zaliczyła dzień bez chociaż drobnej przygody. Gryszczuk z Krawczykiem znów dotarli na biwak ze zdemolowanym samochodem. Stało się tak, bo wpadli do rowu.
– Straciliśmy tylko kawałek zderzaka, mało istotny dla samochodu fragment plastiku. Wysoko w górach jechaliśmy w fesz feszu. Nagle zapalił się alarm ostrzegający o stojącym w pobliżu innym aucie. Okazało się, że jest ono 3 metry przed nami. Gwałtownie zahamowałem i skręciłem, wpadając do takiego samego rowu. Tylko że z prawie zerową prędkością, więc straciłem tylko kawałek zderzaka, a oni stracili przedni napęd. Nie zazdroszczę – relacjonował kierowca RMF Caroline Team, który był pod wrażeniem malowniczego zakończenia etapu z Antofagasta do Iquique.
– Ocean i dakarowy obóz w dole. Pięknie to wyglądało. Niestety, jechaliśmy bez prądu, więc się spieszyliśmy. Ponosimy konsekwencje spędzenia dnia wolnego na wydmach, a nie w serwisie. Rzeczy, których wtedy nie wymieniliśmy, zaczynają siadać – przyznał Gryszczuk.
– Organizatorzy do ostatniej chwili trzymali nas ze zmianami na dzisiejszym odcinku. Ostateczną wersję poprawek do roadbooka dostaliśmy około północy. Wcześniej kilka wersji zostało wycofanych. Jak przekazali nam organizatorzy – trasa trochę się zmieniła po ostatnich opadach i musieli dobrać nową. Dziś było trochę trudniej, niż zwykle, bo przygotowanie roadbooków wymagało czasu, a robiliśmy to w nocy. – powiedział Jarek Kazberuk, pilot R-Six Team. – Unimog za to spisuje się dzielnie i możemy jechać swoim tempem, a to ważne na Dakarze. – dodał Jarek.
Atmosferę w ekipie psuł wypadek Alesa Lopraisa i jego załogi, która po tym jak prowadzący ciężarówkę mechanik zasnął i wjechał do rowu, została przetransportowana do szpitala.
– Na dojazdówce przeżyliśmy szok, widząc wywróconą ciężarówkę Lopraisa. Znamy go, przyjeżdżał trenować do nas na poligony – mówił Adam Małysz. – Wiemy, że Ales wyszedł z kabiny o własnych siłach, ale jego mechanik i nawigator zostali przeniesieni do helikoptera na noszach. Cała załoga jest w szpitalu. Nieswojo się czuję, bo przyjaźnimy się i razem trenujemy. Mamy nadzieję, że nic im się nie stanie. Takie wydarzenia na dojazdówce pokazują, jaki trudny jest ten rajd – podsumował Albert Gryszczuk.
Wyniki na 9 etapie:
Adam Małysz/Rafał Marton - 40 miejsce - 06:51.53
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - 66 miejsce - 07:55.22
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 35 miejsce - 08:05.53 (ciężarówki)
Klasyfikacja generalna po 9 etapach:
Adam Małysz/Rafał Marton - 36 miejsce
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - 71 miejsce
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 31 miejsce (ciężarówki)
RMF Caroline Team po ósmym etapie Dakar Rally 2012
Ósmy etap rajdu Dakar okazał się ostatnim dla Łukasza Łaskawca. Quadowiec RMF Caroline Team niedaleko przed pierwszym punktem tankowania miał poważny wypadek. Zawodnikowi na szczęście nic się nie stało, ale jego pojazd nie nadawał się do dalszej jazdy.
"Łoker", który przed startem imprezy marzył nawet o wygraniu Dakaru, na metę w Limie dotrze samochodem, razem z resztą ekipy. W poniedziałek z trasy zabrał go helikopter.
– Najpierw jeden, potem drugi przetransportował mnie na lotnisko. Tam byli medycy, którzy mnie opatrzyli – opowiadał Łaskawiec. Przyczyną kraksy była awaria. – Pękła przednia piasta. Po raz trzeci w tym rajdzie odpadło mi koło. Tym razem nie dało się już tego naprawić na miejscu. Musiałem zakończyć ściganie. Mnie też się trochę oberwało, ale będę żył. Gdy wyleciałem przez kierownicę, quad po mnie przejechał. Mam zdartą skórę na nodze i kawałku pleców. Rany zostały oklejone plastrami i obandażowane, przez co trudno mi się chodzi – mówił.
Bez większych problemów do obozu dotarły samochodowe załogo RMF Caroline Team. Jako pierwsi na biwaku zameldowali się jak zwykle Adam Małysz z Rafałem Martonem. – Wyprzedziliśmy kilka samochodów i kilka ciężarówek, ale też i nas wyprzedzano. To był trudny odcinek jeśli chodzi o takie rzeczy. Mocniejsze samochody sobie z tym radziły. Nasze autko nie jest zbyt szybkie. Na początku w fesz feszu nie było mowy o wyprzedzaniu. W krańcach drogi leżało mnóstwo kamieni. Później znalazło się kilka miejsc, gdzie można było próbować atakować i to nam się udało. Ale nie martwimy się. Nie startowaliśmy do etapu by go wygrać. Konsekwentnie swoim tempem zmierzamy do mety – podkreślał Marton.
– Samochód lepiej spisuje się na szutrze. Kręta, kamienista droga to jego środowisko. W takich warunkach fajnie się prowadzi, doganiamy innych. Ale później, na długich prostkach, mimo iż wydaje się, że jedziemy szybko, to inni mają jeszcze szybsze samochody i nas doganiają. Gdy komuś uda się wyprzedzić nas w fesz feszu najczęściej zatrzymujemy się i czekamy, aż opadnie kurz. Inaczej przez parę sekund niczego się nie widzi, a wtedy można wjechać w dziurę i jest po zabawie – wyjaśniał Małysz.
Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk podczas ósmego etapu mieli kłopoty "tylko" z alternatorem. W porównaniu do ich wcześniejszych awarii to drobnostka. Niestety, z powodu braku prądu ich Pajero zgasło tuż przed wjazdem na obozowisko. Dzięki pomocy dotarło na stanowisko serwisowe, gdzie mechanicy usunęli wywołaną przez wszędobylski fesz fesz usterkę.
We wtorek uczestników Dakaru czeka odcinek podobny do poniedziałkowego. Zawodnicy spodziewają się dziur, kamieni oraz piasku. Sam koniec etapu prowadzi przez bardzo wysokie i trudne wydmy ze słynnym, prawie pionowym zjazdem do Iquique.
– Cała sztuka polega na tym, że mimo iż ten odcinek jest trudny i ma wiele miejsc, w których można uszkodzić auto, należy jechać na tyle szybko, żeby dotrzeć do tych wydm wcześnie i pokonać je w świetle dziennym. Jazda po nich po zmroku jest wielkim ryzykiem – przestrzega Rafał Marton.
Na ósmym etapie rajdu Dakar 2012:
40. Adam Małysz/Rafał Marton (PL) Mitsubishi Pajero 3.2 DI-D +1:49.42
61. Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk (PL) Mitsubishi Pajero 3.2 DI-D +2:39.28
ciężarówki:
47. Robert Szustkowski/Robert Szustklowski Jr/Jarosław Kazberuk (R-SixTeam) + 2:36.16
Po 8 etapach Rajdu Dakar:
37. Małysz +11:01.15
95. Gryszczuk
ciężarówki:
38. Robert Szustkowski/Robert Szustklowski Jr/Jarosław Kazberuk (R-SixTeam) + 21:05.47
RMF Caroline Team po siódmym etapie Dakar Rally 2012
Aż 27 godzin walczyli na trasie siódmego, prowadzącego po pętli wokół Copiapo etapu Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk. Szczęśliwie, mimo poważnych awarii, załodze RMF Caroline Team udało się dotrzeć na metę przed upływem wyznaczonego przez organizatorów czasu. Po doliczeniu kary za ominięcie czterech punktów kontrolnych zostali dopuszczeni do startu do poniedziałkowego etapu do Antofagasta.
Dzień przerwy w Dakarze w ekipie RMF Caroline Team minął na zdobywaniu i potwierdzaniu wiadomości o tym, co dzieje się z przebywającą na trasie załogą. Nie było to proste, bo na terenie, gdzie utknęło Pajero z numerem 399 nie działają telefony komórkowe, a telefon satelitarny milczał.
Ostatecznie rajdówka dotarła na biwak holowana przez ciężarówkę Miroslava Zapletala, który zresztą asekurował Gryszczuka i Krawczyka przez praktycznie cały etap.
– Mieliśmy problem ze sprzęgłem. Wymieniliśmy je na trasie wspólnie z ekipą Mirka. To zajęło nam trochę czasu. I podjęliśmy złą decyzję, żeby w nocy jechać przez wydmy. To spowodowało, że założone sprzęgło znów się uszkodziło. W takich warunkach nie widać drogi. Jedzie się na azymut, w zasadzie na wprost. W wielu sytuacjach trzeba się ratować, a robi się to strzelając ze sprzęgła, albo ślizgając nim. No i tak się skończyło. Tym bardziej, że to było takie awaryjne sprzęgło, już po przejściach – opowiadał Albert Gryszczuk.
– Wcześniej jeszcze gdzieś po drodze wymienialiśmy wahacz i koła. Ale to się nie liczy, bo zajęło w sumie pół godziny. Wydmy dały nam porządnie w kość. Sprzęgło wymienialiśmy od godziny 18 do 1 w nocy. A później pojechaliśmy dalej. Bo była pełnia księżyca, więc było coś widać. No i około 3 wpakowaliśmy się w taką jamę, że pajero zakopało się gdzieś pod szyby. Skończyliśmy się odkopywać około 9 – uzupełniał Michał Krawczyk.
Unieruchomione ostatecznie auto utknęło w piasku 6 km przed metą. Wybawicielami Polaków znów okazali się Zapletal i jego załoga. – Oni zatrzymali się na nocleg, więc przez kilka godzin się nie widzieliśmy. Spotkaliśmy się dopiero przed metą. Te wydmy były tak wysokie, że ich pokonanie autem na holu zajęło nam sześć godzin – mówił Gryszczuk.
Mimo piętrzących się przed nimi problemów ani kierowca, ani jego pilot nie stracili nadziei na ukończenie morderczego etapu. Nie wszystkim się to udało. Część porzuconych pojazdów organizatorzy transportowali w niedzielę z wydm helikopterami.
– Mieliśmy czas do godziny 18. Wiedziałem, że jeśli się uda dotrzeć na metę, będzie ok. I udało się – stwierdził Gryszczuk. – Na początku nie było czasu na takie myśli. Kiedy padło sprzęgło zaczęliśmy zastanawiać się, co robić. Telefon satelitarny nam się wyładował więc nie wiedzieliśmy, czy nasza ciężarówka nas znajdzie, czy pojedzie inną trasą i zostaniemy na wydmie na wieki wieków. Na szczęście skończyło się dobrze.
Szkoda tylko, że przepadł nam dzień wolny. Słyszałem nawet, że miałem zarezerwowany w hotelu pokój z klimatyzacją. Ale cóż, takie życie. W zamian mam niezapomniane przeżycia – podsumował Krawczyk.
RMF Caroline Team i R-SixTeam po szóstym (odwołanym) etapie Dakar Rally 2012
Wyjątkowo spokojnie, chwilami jak turyści, pokonywali szósty etap zawodnicy rywalizujący w rajdzie Dakar. Z powodu fatalnych podobno warunków na górskich drogach między Fambialą a Copiapo zaplanowany na ten dzień odcinek specjalny został odwołany. Wytyczono nową, liczącą 650 km trasę, a na jej pokonanie było aż 10 godzin.
Trasa wiodła przez rozdzielające Argentynę i Chile Andy. Większa jej część przebiegała na wysokości ponad 3 tysięcy metrów. Dla nieprzyzwyczajonych do takich ekstremalnych warunków i rozrzedzonego powietrza osób pokonanie tego odcinka było wielkim wyzwaniem. Nie wszystkim się udało, bo kilka samochodów zjeżdżających z gór wpadło do rowów.
– Od tej wysokości boli głowa i chce się spać – tłumaczy Michał Krawczyk. – Na tym etapie wjeżdża się przez 180 km w górę, na wysokość 3 tysięcy metrów. Tam jest granica argentyńska, 120 km ziemi niczyjej i wjeżdża się do Chile. Najwyższa przełęcz ma ponad 4 700 metrów. Przy 4200 sprawdzałem coś w nawigacji i coś zaczęła mnie ćmić głowa. A później strasznie chciało się spać. Nastawiliśmy z Albertem muzykę na maxa i słuchaliśmy jakiegoś łupu cupu, by nie zasnąć – opowiadał pilot Alberta Gryszczuka.
By nie ryzykować wypadku załoga RMF Caroline Team musiała się jednak zatrzymać. – Albert czuł, że na chwilę zamknęły mu się oczy. Zrobiliśmy sobie przerwę na spacerek – zdradził Krawczyk.
Dzielnie trudy podróży zniósł debiutujący w Dakarze Adam Małysz. Jego organizm lepiej zareagował na zmniejszoną ilość tlenu niż bardziej doświadczonego partnera z załogi Rafała Martona. – Tam u góry było ciężko. Powietrze rzeczywiście okazało się inne. Ale jechało się spoko. Rafał miał problemy i zasnął, wtedy mnie też zachciało się spać. Żeby się nie nudzić, wyjąłem aparat fotograficzny i zacząłem sobie robić zdjęcia. Muzyki nie słuchaliśmy, bo znowu rozładował nam się telefon – mówił Małysz.
Podobny sposób na nudę podczas samotnej jazdy przez góry wymyślił Łukasz Łaskawiec, który zatrzymywał się i robił sobie zdjęcia. Mimo tych turystycznych zajęć dotarł na biwak półtora godziny przed czasem.
W Copiapo rajdowa karawana pozostanie przez trzy noce. W sobotę odbędzie się etap prowadzący w okolicy miasta znanego z niesamowitej historii górników, którzy przetrwali zasypani pod ziemią ponad dwa miesiące. Na niedzielę zaplanowano dzień przerwy, w poniedziałek uczestnicy ruszą do Antofagasty. Na razie mogli się przyglądać górującymi nad obozem wydmami, na których będą kończyć sobotnią rywalizację.
– Wydmy chyba zawsze i na każdym robią wrażenie. To coś nieokiełznanego. W górach skalistych widać jakąś drogę. A na wydmach tego nie ma. Jedziesz tam, gdzie uznasz. No chyba, że jedziesz bardzo z tyłu i jest ślad. Ale czasem można się nadziać, bo ten ślad jest nie taki jak trzeba – mówi Adam Małysz. – To co widać, to druga część odcinka. Najpierw są kamienne góry, później dojazdówka i trochę czasu na odpoczynek, a dopiero potem zaczyna się atak na wydmy – uściśla Michał Krawczyk. A użyte przez niego słowo atak doskonale oddaje to, co będzie się działo na piachu. Teren jest tak trudny, że organizatorzy dali załogom aż 32 godziny na jego pokonanie.
Jarek Kazberuk, który na pokładzie Unimoga R-SixTeam wraz z Robertem Szustkowskim i Robertem Szustkowskim JR pokonuje codzienne etapy powrócił wspomnieniami do piątego odcinka specjalnego: Wydmy to moja specjalność, wiec wczorajszy etap pojechaliśmy bardzo szybko...i gdyby nie dwie przygody - byłby dobry rezultat. Po przeskoczeniu ogromnych gór piachu urwał nam się pasek napędzający wentylatory i temp. silnika skoczyła do 120 C. Awarie usunęliśmy. Godzinę później znowu staliśmy zmieniając koło. W ciężarówce to rzecz niełatwa. Z drugiej strony ciągle się głowię skąd na pustyni gwoźdź do podkuwania koni!? Obie przygody zabrały nam około 1.5 godziny, ale nie zepsuły dobrego humoru. Dziś wkraczamy do Chile. Tam Atacama i Andy dadzą nam wszystkim zapewne jeszcze bardziej w kość. Kto to przetrwa ukończy Dakar ...
Klasyfikacja generalna po 6 etapach Dakar Rally 2012:
Samochody:
39. Adam Małysz/Rafał Marton +5.43.19.
88. Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk +16:43.17
Ciężarówki:
41. Robert Szustkowski/Szustkowski Jr/Jarosław Kazberuk +11:10:40
Quady:
*11. Łukasz Łoker Łaskawiec + 5:20.47
* - poza klasyfikacją generalną
RMF Caroline Team po piątym etapie Dakar Rally 2012
To prawda, Adam jest kierowcą, z którym nie sposób się nudzić. Ale ta przygoda nie wynikała z jego winy. Jeśli już ktoś miałby ponosić za nią odpowiedzialność to ja – mówił na mecie piątego etapu Dakaru Rafał Marton. Na trasie między Chilecito a Fiambalą pilotowany przez niego Adam Małysz przewrócił samochód na dach.
Na szczęście wypadek nie był groźny, a załodze nic się nie stało. To było przy niewielkiej prędkości. Polecieliśmy na piach, nie skały, więc auto upadło dość miękko. Mechanicznie jest w dobrym stanie, ma tylko pogniecioną karoserię. Nie martwiłem się, że nie pojedziemy dalej, bo w taki sposób nie kończy się rajdów. Wiedzieliśmy tylko, że musimy się stamtąd jak najszybciej podnieść i wyjechać, bo traciliśmy czas – powiedział Marton.
W postawieniu samochodu na koła pomagali kibice oraz druga załoga startująca w barwach RMF Caroline Team Albert Gryszczuk i Rafał Marton. – Miejscowi podjechali do nas po 15 minutach. Akurat nadjechali też Albert z Michasiem. Po wszystkim sprawdziliśmy czy samochód da się odpalić. Po uruchomieniu pojechaliśmy dalej – opowiadał Małysz. – To był błąd. Trzeba było stanąć przed tym rowem i rozejrzeć się co i jak – dodał.
– To nie jego wina. Jeśli ktoś jest odpowiedzialny, to bardziej ja niż on.
Myślę, że kiedy jechaliśmy w kurzu za dwoma innymi autami powinienem wyhamować Adama. Powiedzieć, aby poczekał na lepszą widoczność. Sam wypadek to był moment. Polecieliśmy na bok i zostaliśmy – tłumaczył się Marton.
Nieprzyjemny, choć na szczęście niegroźny w skutkach incydent źle wpłynął na siedzącego za kierownicą Mitsubishi Pajero.
– Później było troszkę nerwowo. Raz nawet się zakopałem, więc Rafał starał się mnie uspokoić. Jedź sobie spokojnie, oddychaj głęboko. Przecież potrafisz się wyluzować. No i kiedy tak zrobiłem, znowu jechało się przyjemnie – mówił były skoczek.
– Jechaliśmy czysto, płynnie przez wysokie wydmy, Świadczy to o tym, że wykonaliśmy dobrą pracę przed rajdem – uznał Marton.
Bez większych problemów liczący 423 km etap z Chilecito do Fiambali pokonali za to Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk, którzy odrabiają straty po nieudanym początku rajdu.
– Etap był zapowiadany przez znających go zawodników jako bardzo trudny i to się potwierdziło. Tylko że oczywiście nie to, co mówili czyli wielka góra Fiambala. Ta wydma dla naszych samochodów była łatwa. Ale później okazało się, że jest bardzo ciężko. I oczywiście na końcówkę, taką wisienkę do tortu, ostatnie 6 km organizatorzy przygotowali nam jazdę przez fesz fesz, drobniutki piasek. My byliśmy w tym momencie już za trzema ciężarówkami, które zrobiły nam taką zadymę, że stwierdziliśmy, że nie jedziemy, czekamy aż się to wszystko uspokoi, bo w coś uderzymy i będzie dym – opowiadał Gryszczuk.
– Jestem tak zmęczony i zdyszany, jakbym przejechał po tych wydmach nie 177, a 1000 km. Kiedy zbliżał się piasek, spuszczaliśmy powietrze w oponach do 0,3 atmosfery i przejeżdżaliśmy delikatnie by nie zmęczyć silnika. Gdy zaczynały się kamienie, pompowaliśmy koła na 2 atmosfery. I tak w kółko. Teren się zmieniał 8 razy więc trochę się napracowaliśmy. Ale najważniejsza jest meta no i trzymanie się blisko Adama. Dzisiaj mieliśmy przykład, że ta pomoc jest bardzo ważna – dodał.
Nieźle spisuje się również ciężarówka zespołu R-SixTeam. Podróżujący nią Robert Szustkowski, Robert Szustkowski Jr i Jarek Kazberuk są zadowoleni z przebiegu rywalizacji. – Na wczorajszym oesie udało nam się utrzymać dobre, równe tempo. Większa część trasy ścigaliśmy się z szybkimi Man'ami X-Raidu. Odcinek trudny technicznie. Było na nim wszystko oprócz wydm. Serwisy załóg, które próbowały pojechać ten etap za "mocno" miały w nocy pełne ręce roboty. Nasz Unimog tymczasem bez zarzutu. Natomiast my czujemy się jak wyjęci z pralki ... – opowiadał na mecie czwartego etapu Jarek Kazberuk.
Klasyfikacja generalna po 5 etapach Dakar Rally 2012:
Samochody:
39. Adam Małysz/Rafał Marton +5.43.19.
88. Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk +16:43.17
Ciężarówki:
41. Robert Szustkowski/Szustkowski Jr/Jarosław Kazberuk +11:10:40
Quady:
*11. Łukasz Łoker Łaskawiec + 5:20.47
* - poza klasyfikacją generalną
RMF Caroline Team po trzecim etapie Dakar Rally 2012
Po dwóch etapach, na których nie miał większych problemów, Adam Małysz wreszcie przekonał się jak trudnym rywalem jest Dakar. Na szybkim, prowadzącym głównie po szutrowych drogach oraz w kamienistych, wyschniętych korytach rzek przebił oponę i utknął na kamieniu.
– Odcinek niby miał tylko 200 kilometrów, ale okazał się bardzo trudnym – podsumował kierowca RMF Caroline Team.
Początkowo załoga Pajero startującego z numerem 372 nie wiedziała o konieczności wymiany koła z dziurawą oponą. – Na początku myśleliśmy, że skrzywiliśmy wahacz, bo na prostych samochód ściągało nam w bok. Powietrze musiało schodzić z niej powoli, ale kiedy wreszcie zarzuciło nam tyłkiem i poczuliśmy, że coś dobija, zatrzymaliśmy się. Opony na feldze już prawie nie było. Jechaliśmy na flaku ze trzydzieści kilometrów – opowiadał Małysz. Niedługo później jadący z Rafałem Martonem były skoczek narciarski przeżył jeszcze jedną, o wiele poważniejszą przygodę.
– Uderzyliśmy w rzece o kamień. Na szczęście na środku, więc nie zniszczył niczego w zawieszeniu, ale auto zawisło. Koła kręciły się nie dotykając dna. Straciliśmy tam z pół godziny. Wyjechać pomagali nam miejscowi, bo nawet kiedy podnieśliśmy samochód na podnośnikach, nie chciał ruszyć.
Dopiero później podkładaliśmy kamienie, by się wydostać. Po tej przygodzie jechaliśmy już zachowawczo – tłumaczył Małysz.
Surową lekcję otrzymał na etapie z San Rafael do San Juan Łukasz Łaskawiec. Po dwóch świetnych etapach we wtorek o mało nie odpadł z rywalizacji. W jego quadzie dwukrotnie pękały gałki przy kołach. To sprawia, że dolny wahacz wbija się w ziemię, a pojazd zatrzymuje się niemal w miejscu. – Za pierwszym razem uderzyłem się w kolana. Niestety, przy drugim uderzyłem głową w konstrukcję roadbooka i przyrządów nawigacyjnych. Bardzo boli mnie twarz, jestem wykończony – mówił zawodnik, który po przyjeździe na biwak długo nie mógł dojść do siebie. Nie miał nawet siły pójść pod prysznic. Do prowizorycznej łaźni na obozowisku musiał zostać zawieziony samochodem.
Spory awans w klasyfikacji generalnej i wreszcie spokojna noc to osiągnięcie drugiej załogi samochodowej RMF Caroline Team, którą stanowią Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk. Po dwóch wcześniejszych etapach musieli usuwać poważne awarie. We wtorek tylko raz w ich aucie zabrakło prądu.
– Cel był prosty, dojechać do mety za dnia i zrobić sobie jak najlepsze miejsce na start. O klasyfikację generalną w tej chwili w ogóle się nie martwimy. Chodzi o to, by być jak najbliżej Adama. Za nim, ale blisko. Od jutra także samochody i ciężarówki startują kolejno według klasyfikacji ważne było więc również, by nasza ciężarówka była za naszymi plecami – tłumaczył Gryszczuk.
Mimo problemów z lewą stopą kierowca Mitsubishi oznaczonego numerem 399 nie zjawił się u lekarza.
– Nie poszedłem. Nie chcę ryzykować. Bo gdyby lekarz powiedział, że nie mogę jechać byłaby tragedia. Radzę sobie. Mam jakieś maści przeciwbólowe, staram się ją oszczędzać. W naszych autach jest sekwencyjna skrzynia biegów, więc sprzęgło potrzebne jest tylko do ruszania. A hamuję prawą – śmiał się.
W maratonie nie jedzie już dakarowy debiutant RMF Caroline Team na quadzie - Maciek Albinowski. We wtorek rano na biwaku w San Rafael zawodnik nie mógł uruchomić swojej maszyny i przekroczył limit czasu wyznaczony na start do trzeciego etapu. Oznacza to, że quada z numerem 273 nie zobaczymy już na bezdrożach Dakar Rally 2012.
W trzecim dniu Dakar Rally 2012 zawodnicy mieli do pokonania 291 km dojazdówkę i 208 km (motocykle/quady) lub 270 km (samochody/ciężarówki) odcinka specjalnego.
RMF Caroline Team po drugim etapie Dakar Rally 2012
Drugi etap Dakaru był popisem Łukasza Łaskawca. Quadowiec RMF Caroline Team kilka razy się zatrzymywał, a mimo to na trasie prowadzącej z Santa Rosa de la Pampa do San Rafael osiągnął najlepszy czas.
– Pomagałem dzisiaj dwóm motocyklistom. Jednego zbierałem po wypadku. Drugiemu na wydmach pomagałem podnieść motocykl, bo nie mógł sobie z tym poradzić. Gdzieś po drodze uderzyłem jeszcze w kamień, mam dziurę w misce olejowej, a udało mi się jeszcze wykręcić najlepszy czas – opowiadał o wydarzeniach z poniedziałku "Łoker". Na szczęście start naszego reprezentanta do kolejnego dnia rywalizacji nie jest zagrożony.
– Wiem, że sprzęt będzie gotowy. Mechanik musi zdążyć. Ja idę odpocząć i spać, by nabrać sił przed trzecim etapem – mówił.
Gdyby nie kontrowersyjna i jeszcze nie ostateczna informacja o wykluczeniu go z klasyfikacji generalnej z powodu niezgodnego z regulaminem sprzętu, Łaskawiec byłby liderem rajdu. Menedżerowie cały czas starają się o anulowanie krzywdzącej dla Polaka i kilku innych zawodników decyzji.
W klasyfikacji generalnej jest i to odrobinę wyżej niż po pierwszym dniu Adam Małysz. Gdy startujący z Rafałem Martonem były skoczek narciarski dojechał na biwak, jego pilot przy wszystkich pogratulował mu świetnej jazdy.
– Adasia nie można rozpuścić. Nic takiego się nie wydarzy. Mogę mu szczerze powiedzieć, że jestem z niego zadowolony. A jestem, bo przejechaliśmy cały odcinek bez najmniejszych problemów. Oczywiście, da się szybciej i moglibyśmy to zrobić. Ale ustaliliśmy, że pojedziemy swoim tempem. Nie popełniliśmy żadnego błędu, auto jest nietknięte. Ani razu nie musieliśmy się zatrzymywać – wyjaśnił swoje zachowanie.
Debiutujący w Dakarze kierowca na razie cieszy się każdym kilometrem przejechanym po odcinkach specjalnych tego niesamowitego rajdu. O tym, co działo się na trasie opowiada z błyskiem w oku.
– Fajne były płaskie szutry na początku odcinka specjalnego. Szliśmy, ile fabryka dała, ze 160 km/h. Później zaczęły się wąwozy i przejazdy rzeczne więc musieliśmy zwolnić. Wydmy przejechaliśmy bez problemów, ale końcówka oesu poszła nam już gorzej. Jechaliśmy wolniej, bo mieliśmy mało powietrza w oponach. Spuściliśmy je na piach, a potem szkoda nam było czasu zatrzymywać się i dopompowywać. Może i dobrze, bo niektórzy wyraźnie na tych pagórkach przesadzali. Patrzyłem z zazdrością jak inni ostro szli po kamieniach. Tylko co ja przyspieszałem, Rafał mnie hamował. "Jeszcze cały Dakar przed nami" mówił. Kawałek dalej wszyscy stali z awariami – mówił Małysz.
Po raz kolejny kłopoty z samochodem mieli Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk. Choć na pierwszej części odcinka specjalnego udało im się odrobić część strat z niedzieli, do północy nie dotarli do mety poniedziałkowego etapu. Przyczyną przymusowego postoju na trasie były kłopoty z wahaczem. Zawodnicy otrzymali potrzebne do naprawy części od szybkiego serwisu pod przewodnictwem Mirka Zapletala. Naprawili auto i ruszyli w dalszą drogę. W trakcie pokonywania kolejnych kilometrów trasy musieli jeszcze ugasić pożar w swoim Mitsubishi Pajero. Zmęczona załoga dotarła na biwak o 2:20. Do akcji serwisowej przystąpili mechanicy.
W drugim dniu Dakar Rally 2012 zawodnicy mieli do pokonania niemal 800 km etapu w tym 295 km odcinka specjalnego.
RMF Caroline Team po pierwszym etapie Dakar Rally 2012
Jadący quadem Łukasz Łaskawiec okazał się najlepszym zawodnikiem RMF Caroline Team pierwszego dnia kolejnej edycji Dakaru. Na inaugurującym rywalizację, prowadzącym z Mar Del Plata do Santa Rosa de la Pampa etapie uzyskał w swojej kategorii drugi czas. Niestety, ponieważ należy on do grupy zawodników wykluczonych z imprezy za posiadanie pojazdu rzekomo niezgodnego z opisem technicznym, jego wynik szybko zniknął z tabelek.
– Wykręciłem dobry czas, ale niestety nie jesteśmy liczeni w klasyfikacji generalnej. Ciągle walczymy z sędziami i organizatorami, by jednak nas do niej wprowadzili. Staramy się bardzo, bo to dołujące – mówił Łaskawiec na biwaku w Santa Rosa. Wczoraj organizatorzy imprezy podali oficjalne uzasadnienie krzywdzącej dla 7 zawodników decyzji o przeniesieniu ich do odrębnej klasy. Po raz pierwszy od wybuchu afery powołali się w nim na konkretny paragraf, dali więc sportowcom możliwość dalszej walki o swoje prawa. – Wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z próbą oszustwa – mówi zarządzający ekipą RMF Caroline Team Albert Gryszczuk.
Na razie "Łoker" nie do końca wie wię













































































